V Maraton Lang Team
10 września 2011 - Rzeszów Skandia Maraton
Do Rzeszowa pojechaliśmy pociągiem. Życie bez przygód to nie życie. Jechaliśmy 15,5 godziny. My w przedziale, rowery w WC i na korytarzu splątane linami. Miejsce noclegu zrekompensowało nam niewygody podróży. Mieszkaliśmy 100 metrów od startu i mety. Widzieliśmy jak powstawało miasteczko rowerowe ( na rynku miejskim). Byliśmy na konferencji pana Langa w Urzędzie Miasta Rzeszowa. Zwiedziliśmy centrum z przewodnikiem. Byłem przekonany, że trasa wyścigu będzie łatwa. Nie miałem racji. Wszyscy zawodnicy potwierdzali trudnośc trasy ( łącznie z najlepszymi polskimi maratończykami ). Trasa, ( z opisu ) płaska, z nielicznymi krótkimi podjazdami i zjazdami okazała się bardzo trudna. Organizacja, jak na Langa przystało, bez widocznych niedoróbek. Nasi pojechali super. Chłopaki dali z siebie wszystko i wypadli rewelacyjnie. Wyniki w załączniku na dole strony. Dziewczyny poprawiły swoje lokaty o kilka i kilkanaście miejsc. Były też kłopoty ze sprzętem. Przed wyścigiem wszystko grało.Nie wiem co mogło się stać. Szkoda, bo byłoby jeszce lepiej. Nasz klub za ich sprawązawodnikow wywoływany był dwa razy ( Olek i Wojtek ). Cieszę się, że w Polsce zaczynają poprawnie wymieniać jego nazwę. Wyścig i po....Czas na powrót. Pociąg wiózł nas 20 godzin. Co tam 20 godzin, teraz wybieramy sie pociągiem do Białegostoku.






































































































